Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wpis sponsorowany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wpis sponsorowany. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2014

Gdy dostałam wiadomość o sklepie ezabawkarnia pomyślałam, że po prostu jeden z wielu jak wszystkie inne tego typu i miałam sobie darować. Jednak ciekawość zwyciężyła, kliknęłam w link i przepadłam. Cofnęłam się o kilkanaście lat wstecz, do czasów gdy bawiłam się moją pokaźną kolekcją drewnianych klocków. Jak godzinami budowałam, przebudowywałam, burzyłam i tak w kółko. Sklep ten oferuje właśnie takie zestawy klocków, ale nie tylko, znajdziecie pociągi, samoloty, kuchnie, łódki czy samochody. Jest w czym wybierać. Przede wszystkim najważniejsze jest to, że są to Polskie produkty, a przecież warto wspierać rodzimy rynek.
Zapraszam was również na FP sklepu, gdzie możecie śledzić na bieżąco ich rozwój ;)






Ze sklepem przygotowaliśmy również coś dla was. Przy każdym zakupie na hasło: "Świat Leny" wasze zakupy zostaną wzbogacone o niespodziankę od sklepu.

Pozdrawiam





środa, 4 czerwca 2014

Ząbkujący maluch, gryzący zabawkę, a ślina leci aż do pępka? Znasz to? Ja znam aż za dobrze.
W naszym domu nigdy śliniaki nie były w użyciu. No może parę razy przy pierwszych łyżeczkach. Jeśli ubrudziła tak, że nie zeszło, no trudno było do chodzenia po domu lub kosz. Przy takiej ilości ubrań nie było mi szkoda wyrzucić. Jeśli było mokre od śliny po prostu przebieranie i problem z głowy. Problem pojawiał się po wyjściu z domu. To, że zaśliniony malec niezbyt pięknie wygląda to jedno, a mokre ubranko, które grozi chorobą to drugie. Czemu byłam przeciwna śliniakom? Wszystkie które trafiały do naszego domu urodą nie grzeszyły, całe w bajkowe printy czego nie znoszę, pod foliowane i dla Leny chyba niezbyt wygodne skoro ściągała je w 5 sekund.
Sytuacja się zmieniła gdy zamieszkał w naszym domu SupeRRo.

Jeszcze dwa miesiące temu gdyby mi ktoś powiedział, że istnieje przyjemny dla oka śliniak, miły w dotyku ( jest baaardzo mięciutki ), w dodatku z przypinanym gryzakiem - wyśmiałabym.
Śliniak SupeRRo Baby od Lullalove łączy te wszystkie cechy. Jest wykonany w 100% z bambusa, ma dwie regulacje długości zapinania i świetny gryzak, który od razu Lenie przypasował. Dla mnie to strzał w 10! Lena gryzie sobie gryzak, ślina cieknie, ale nie po ubranku, a na śliniak. Dzięki możliwości odpięcia dziecko może się bawić samym gryzakiem. Wasze dziecko na spacerze wyrzuca zabawki? Tego raczej samo nie odepnie, w razie znudzenia po prostu puści gryzak, który zostanie przy śliniaku, nie wyląduje na chodniku.
Mnie przekonuje przede wszystkim swoją miękkością, ale również ładnym wyglądem. Pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że podoba mi się śliniak i bez problemu go używać, szczególnie, że właśnie przebija się u nas dolna dwójka ;)
















Podziwiam mamy biegających maluchów. Zrobienie Lenie nie rozmazanych zdjęć graniczy ostatnio z cudem, sekundy na pupie nie usiedzi :D

Pozdrawiamy


piątek, 30 maja 2014

Dzisiaj przedstawiam wam coś co uratowało ostatnio moją skórę. Jak już kiedyś pisałam zanim przetestuję coś na Lenie sprawdzam to na sobie. Jednak nasze skóry różni bardzo wiele, ja jestem typowym wrażliwcem i znaczna część produktów mnie uczula, ale dotarło do nas wybawienie. Mowa o Ninio BIOlife firmy Adamed.
źródło: adamed.com.pl


Co to tak dokładniej jest? To krochmal dla dzieci i niemowląt, ale nie taki zwykły, ponieważ ten nie wymaga już gotowania, wystarczy otworzyć saszetkę, wsypać do wody, wymieszać i po kłopocie ;)
Czy zauważyłam jakieś ogromne zmiany? U Leny nie wielkie, choć jeśli miała jakieś zaczerwienienia to po kąpieli zniknęły ( choć zdaniem producenta do efektu potrzebujemy 5 kąpieli to po 1 można już zauważyć). Na pewno będziemy po niego sięgać w wielkie upały, wtedy jak wiecie pupa niemowlaka w pampersie jest skłonna do podrażnień i potówek. Nie zależnie od tego jak bardzo będziemy się starać może dojść do potówek lub odparzeń, jeśli już do tego dojdzie to nie obwiniajcie się, najlepszym się zdarza. Wtedy warto po prostu sięgnąć po odpowiednie środki, a ninio biolife jest w tym przypadku bardzo pomocny.
A w czym pomógł mi? Mam skórę skłonną do alergii, podrażnień i innych problemów skórnych, o problemach po depilacji nie wspinając. Dlatego gdy już miałam okazję wypróbować ten produkt to chciałam żeby był wystawiony na ciężkie zadanie, więc chciałam sprawdzić jak zareaguje na niego depilowana skóra. Jestem pod ogromnym wrażeniem, ale nie miałam później na nogach wielkiego wysypu czerwonych krostek, ani szczypania. Nie stosowałam wtedy żadnych innych preparatów więc efekt wywołał krochmal. Teraz chętnie po niego sięgam i pewnie będzie użytkowany u nas przez długi czas.
Jedyne minusy jakie dostrzegam to mała ilość saszetek w opakowaniu - zaledwie 5. Krótki czas kąpieli, powinna trwać maksymalnie 10-15 minut, więc jeśli wasze maluchy uwielbiają długie taplanie się w wodzie to niestety wtedy musicie z krochmalu zrezygnować, ale coś za coś. Ostatnią wadą jest to, że tworzą się z niego grudki, nie udało mi się ani razu wymieszać tego na tyle porządnie by nie było grudek, a niestety Lena takie rzeczy od razu pakuje do buzi więc musi być pod stałą kontrolą.
Więc jeśli macie problemy skórne lub wasze maluszki je mają to ninio biolife można stosować już od pierwszego dnia życia.


Pozdrawiam

środa, 28 maja 2014

O bidonie firmy MAM pisałam wam pierwszy raz TU. Wtedy niestety z naszego testowania nie wiele wyszło, bo Lenka nie potrafiła zakumać jak się z niego piję. Jednak jak to z naszym dzieckiem bywa - mama napisze, że Lenka czegoś nie umie, to Lenka zaraz się tego uczy żeby udowodnić, że się mylę. Bądź co bądź cieszę się z tego niezmiernie, nie tylko z tego powodu, że jest on znacznie zdrowszy dla jej ząbków niż butelki, ale również dlatego, że jest duży i starcza nam na dłuższy spacer bez potrzeby uzupełniania go wodą.
Właśnie dzięki temu bidonowi nasze dziecko zaczęło pić w ciągu dnia praktycznie samą wodę. Żadnych soczków, ani innych wymysłów. Po prostu sama łapie za bidon i pije kiedy chce.
Dzięki temu stał się on naszym nieodłącznym elementem. Idziemy na spacer, czy jedziemy do babci wrzucamy go do torby i mamy spokój w temacie picia.




Jedynym minusem jaki obecnie dostrzegam jest to, że Lenka wielokrotnie kubek upuszcza, a ta gumka wewnątrz kubka, która zabezpiecza przed kapaniem jest po prostu wciskana, więc przy licznych upadkach osuwa się po prostu lub wpada do środka bidonu i niestety traci swoją właściwość i zaczyna się z niego strasznie lać. Przydałoby się tam jakieś mocowanie jak w innych znanych nam kubeczkach, ale mam nadzieję, że z czasem będzie coraz mniej upadków kubka i przestaniemy ten problem dostrzegać. Na pewno jest dobrze wykonany, ponieważ lovi tych upadków nie przetrwał, po prostu pękł, a MAM dzielnie się trzyma ;)

Pozdrawiamy

poniedziałek, 12 maja 2014

Robisz często zakupy przez internet? Nie umiesz sobie wyobrazić jak dane ubranka będą wyglądały w połączeniu na twoim dziecku? Mam coś dla Ciebie.
Zapraszam was do przymierzalni ubranek stworzonej przez mamę dwóch szkrabów (2 i 4 latka).
przymierzanko.pl/



Prócz samego oglądania ubranek połączonych na manekinie mamy możliwość załadowania tam twarzy naszego malucha. Kojarzy mi się to osobiście ze słynnymi kiedyś symulatorami fryzur ;)




Korzystanie z witryny jest banalnie proste. Możemy znaleźć tam ubranka dla dzieci od 0 do 12 lat takich marek jak:
Besta PlusC&AReserved Kids
SMYK 
Z czasem pewnie będzie ich przybywać ;) Na stronie można również znaleźć nowinki takie jak, np promocje czy konkursy (właśnie ruszył nowy). 
Dla osób, które lubią sugerować się zdaniem specjalistów są przygotowane gotowe zestawy przez stylistów. 
Co mogę więcej napisać? Zajrzyjcie na stronę i sami się przekonajcie jakie to proste i wygodne rozwiązanie. 

Serdecznie was zapraszam na http://przymierzanko.pl/

Pozdrawiam

piątek, 9 maja 2014

Wybierając produkty do testowania firmy MAM w oczy rzucił nam się sportowy kubek niekapek. Niby Lena 12 miesięcy jeszcze nie ma, ale postanowiłam spróbować. Kubek wśród innych znanych nam nie kapków wygrywa wzornictwem.




Nie ukrywajmy, że wygląda bardzo fajnie, ale mi jednak brakuje przy nim uchwytów. Z testowania z prawdziwego zdarzenia na razie wyszły nici, ponieważ Lenka nie radzi sobie jeszcze z twardym ustnikiem. Na razie dajemy jej odpocząć od tego kubka bo zaczyna się już wkurzać tą nauką picia. Z pewnością Lena jest na niego jeszcze za mała. Liczę na to, że za jakiś czas tanie się on kompanem naszych wycieczek bo rozwiązanie super, nie leje się z niego, jest duży więc starczy na dłuższą wycieczkę bez bawienia się w przelewanie, no i można go bez problemu zatkać i wrzucić do torebki. Na chwilę obecną z picia i trzymania nic nam nie wychodzi, ale zapewniam, że do niego wrócimy i wtedy może uda nam się o nim napisać coś więcej.

Z czego piją wasze maluchy?

Pozdrawiam

wtorek, 6 maja 2014

Gdy tylko rano przyszedł do nas listonosz i rozpakowałam list wiedziałam, że nie wytrzymam długo i że muszę wam pokazać te cuda. Cuda które wyszły z rąk Aleksandry, która działa jako Koralikova.
Najsłodsza z tego wszystkiego jest bransoletka dla Lenki, więc jeśli chcecie by wasze córeczki miały swoją własną osobistą biżuterię to zapraszam was do Koralikovej. Nasza bransoletka na pewno dopełni Leny ubioru na weselu wujka w czerwcu ;)






Zdjęcia zrobione na szybko, bo robiło się już ciut zimno i niezupełnie są takie jak chciałam, ale są ;) Mam nadzieję, że choć w połowie oddają urok tych cudeniek.
A już niebawem jedna z was będzie miała okazję się przekonać o wykonaniu tej biżuterii, ponieważ już jutro rusza na naszym funpagu rusza rozdanie gdzie do wygrania będzie ten zestaw:




Wiecie gdzie nas szukać!
Pozdrawiam



środa, 30 kwietnia 2014

W ramach tytułowej akcji mamy przyjemność testować Katarek Plus. Jak wiecie Lenka jest po szpitalu więc na konieczność jego użycia nie musiałyśmy długo czekać, ponieważ ma bardzo wysuszoną śluzówkę przez zbyt wysoką temperaturę w sali szpitalnej i każde wyjście teraz na dwór kończy się zawalonym noskiem, ale walczymy z tym jak się da. Nie ukrywam, że na paczkę czekałam z niecierpliwością. I tutaj biję się w pierś z racji, że z mężem mieliśmy kiedyś ubaw z magicznego sprzętu podłączanego do odkurzacza. No jak to tak dziecku naszemu 'gile' z nosa odkurzaczem wyciągać ?! Do tej pory w użyciu była gruszka i sól morska. Więc po pierwszym użyciu katarka ukłony w pas, przeprosiny za śmiech i obietnica - gruszka idzie do kosza!
Zdjęć z samego użytkowania wam nie pokażę bo nie wyobrażam sobie ogarnąć katarek, odkurzacz, Lenę i aparat na raz. W dodatku Lena w momencie zdjęć nie pozwoliła by sobie nic zrobić, a to mija się z celem.
Nie ukrywam, że bałam się tego, że Lena na widok odkurzacza mi po prostu zwieje, ale fascynował ją fakt, że jest coś nowego. Pewnie przy 10 czy 15 razie zwieje na widok katarka, ale tak już ma.
Z zapchanym po nocy noskiem poradził sobie bez problemowo, parę sekund i sprawa załatwiona, żałuję tylko, że mam taki duży odkurzacz z mniejszym sprawa by była jeszcze prostsza ( na szczęście przełączniki mamy na rączce ;)). Nie to co gruszką męczenie siebie i dziecka. Po użyciu katarka wystarczyło zaaplikować do noska sól morską i sprawa załatwiona.
Co zawierała paczka?



Jak widzicie pudełeczko jest na prawdę niewielkie więc bez problemu zestaw można zabrać ze sobą na wyjazd, nie zajmie dużo miejsca w walizce. W opakowaniu był oczywiście cały niezbędny sprzęt. Plusem są dwie końcówki ( przy moich zdolnościach do gubienia rzeczy dobrze mieć zapas)
Oraz szczotka do czyszczenia

 Za szczotkę wielki plus, choć przemycie wodą z mydłem też daje rade. Umycie to bułka z masłem, ale pewnie przy większym katarze szczotka będzie niezbędna.

Kiedyś spotkałam podobny sprzęt bodajże w Rossmannie, ale o ile się nie mylę tamten nie jest podłączany do odkurzacza. Co nie zmienia faktu, że w tamtym sprzęcie rureczka była bardzo cienka i obawiałam się, że po kilku użyciach lub przy niepowołanym dostaniu się w ręce Leny po prostu by nie przeżył. Ten wykonany jest solidnie, Lena powyginała go we wszystkie strony i nic mu się nie stało ;).

Czy trudno go użyć? Łatwo ;) Do opakowania dołączona była instrukcja obrazkowa, którą bez problemu odczytało by nawet dziecko.

Co bym zmieniła? Sterylny wygląd na coś bardziej przyjaznego dzieciom. Ja wiem, że noworodek może nie koniecznie zwraca uwagę co mu się do noska przytyka, ale maluch taki jak Lena już tak i pewnie byłaby bardziej pozytywnie nastawiona gdyby na końcu przyczepiona była np. pszczółka. Wtedy łatwiej by było zamienić czyszczenie noska w zabawę.

Czym wy czyścicie noski waszych dzieci?
Pozdrawiam

czwartek, 24 kwietnia 2014

Jak wiecie Lena od samego początku jest na butelce, więc musiałam jakoś ugryźć temat ich mycia. Przerabialiśmy już mycie płynem NUK i różnymi szczotkami. Zaczęliśmy od jakiejś zakupionej w markecie, ale nie spisała się za dobrze. Miała na końcu gąbkę, która może dość dobrze domywała, ale nie miała oddzielnej końcówki do mycia smoczków co dla mnie jest ważne. Marketowa szczotka szybko skończyła swój żywot przez złamanie się. Później przerzuciliśmy się na szczotkę z Pepco. Miała osobną końcówkę do mycia smoczków i była w dobrej cenie, ale po miesiącu użytkowania wyglądała tak:





W idealnym momencie nawiązaliśmy współpracę z MAM Baby. W jej ramach wybraliśmy sobie do testowania nową szczotkę (i kubek, ale o tym innym razem), która jest inna niż wszystkie szczotki jakie do tej pory miałam okazję oglądać.

Ta szczotka okazała się być strzałem w 10 ;) Dosięga dna butelki bez żadnego problemu, ma końcówkę która idealnie domywa smoczki i przede wszystkim nic się nie dzieje z 'włoskami' w odróżnieniu od zwykłych szczotek.





Żałuję, że nie zainwestowałam w te szczotkę już wcześniej, wyniosłoby mnie to mniej niż 4 tańsze szczotki. Ja osobiście jestem z niej bardzo zadowolona. Obiecuję pokazać wam jak szczotka będzie wyglądać po dłuższym użytkowaniu.

A wy macie jakieś sprawdzone sposoby na mycie butelek?


 
© 2012. Design by Main-Blogger - Blogger Template and Blogging Stuff