wtorek, 4 marca 2014

Lenka w niedziele skończyła 9 miesięcy, ale z racji zamieszania wyjazdem do Płocka post powstaje dopiero dziś.
Co się u nas zmieniło przez ten miesiąc? W zasadzie nie wiele, prócz tak ważnych kwestii jak kolejny ząbek, czy pierwsze kroczki. Weszła w etap rozdawania wszystkim cudownych uśmiechów i wyciągania rączek do wszystkich. Jest znacznie bardziej kontaktowa, tylko wszystkim próbuje wydłubać oczy ( nie wiem skąd jej się to wzięło ). Zredukowała trochę czas swojego snu w dzień, ale dzięki temu coraz częściej zdarza jej się przesypiać całe noce co nas niezmiernie cieszy.
Czekam na moment kiedy na dworze zrobi się znacznie cieplej i nasze spacery staną się o wiele przyjemniejsze niż teraz.
Niestety Lenka w wózku musi być ograniczona przypięciem pasów, ponieważ panna stosuje ucieczki i wstawanie w wózku.
Wychodzące ząbki znów spowodowały problemy z jedzeniem, z którym skutecznie walczymy i jest coraz lepiej.
No i jedno z ważnych, w końcu przekonała się do swojego nowego fotelika, jedyne co to po odpięciu pasów od razu zjeżdża pupą w dół co utrudnia jej wyjęcie, ale mam nadzieję, że z czasem przestanie tak robić.
Nie wiem ile waży ani mierzy, ale w czwartek idziemy na bilans to się wszystkiego dowiemy.






Informujemy, że już 7 marca na naszym funpagu rusza rozdanie, na które serdecznie zapraszamy.

Pozdrawiamy

poniedziałek, 3 marca 2014

Kto nas uważnie czyta ten wie, że 1 marca mieliśmy okazję być na spotkaniu mam blogerek w Płocku organizowanym przez Zuzulenka i Ma i Lu. Dziewczyny odwaliły kawał dobrej roboty.

Z racji, że Bełchatów nie leży w sąsiedztwie Płocka to wyjechaliśmy koło godziny 9, na szczęście droga minęła bez większych przygód i płaczu ze strony Lenki.

Płock przywitał nas niestety znacznie gorszą pogodą niż była rano w Bełchatowie, ale to nas nie zniechęciło ;)
Spotkanie odbywało się w restauracji Estera. Jak oceniam samo spotkanie? Na wielki plus! Fajna atmosfera, dużo śmiechu i bardzo rodzinnie. Lena od razu zaczepiała dzieci.
W czasie gdy mama spędzała miło czas przy kawie z dziewczynami, Lena spacerowała z tatusiem po Płocku (Mój mąż zazdrości wam idealnego miejsca do spacerów wzdłuż Wisły i na pewno jeszcze tam wrócimy).

Żeby nie było, że tylko siedziałyśmy i kawkę spijałyśmy to działo się naprawdę dużo.
Pani Irmina Białecka opowiedziała nam o kosmetykach firmy Nantes.
Pani mgr. Małgorzata Marcinkowska opowiedziała nam o wadach postawy. Przeprowadziła indywidualne konsultacje za co bardzo dziękujemy, ponieważ obejrzała również Lenkę. Zaprezentowała nam również zdrowe krzesełko firmy Entelo



Dziewczyny z salonu Uciecha zaprezentowały nam jak prawidłowo dobrać i zakładać biustonosz. 
Z każdego pokazu wyniosłam coś nowego, kosmetyki Nantes szczególnie obdarzę uwagą, ponieważ robia 'dobrą robotę'.
Wszystko bacznie obserwowała i rejestrowała Happy TV.



Na spotkaniu były:

Zuzulenka
Ma i Lu
Matka m&m
MamaLoliPoli
Testowane na dzieciach
 Czym zająć malucha?
Mama mniej zapracowana
Miagioianellavita
Panienka Anna
I.Like.Myself
Mamą po raz trzeci
Kocimięta
Zapisane chwile
Mama bloguje

Bardzo miło było nam was poznać.

Do domu oczywiście wróciliśmy z torbami prezentów, za które bardzo dziękujemy sponsorom.

O nich na pewno jeszcze nie raz przeczytacie!

Tutaj macie intro z naszego spotkania: TU

Chcę tutaj również podziękować mojemu mężowi za to, że stanął na wysokości zadania i w 100% zajmował się Lenką.

*parę fotek jest autorstwa dziewczyn będących na spotkaniu, z góry przepraszam, że nie podlinkowane.

Pozdrawiamy








piątek, 28 lutego 2014

Kochani z racji mojego nie dopatrzenia osoby nie posiadające konta google+ nie mogły u nas komentować. Od dziś komentować mogą wszyscy po uprzedniej moderacji.
Chcąc nie chcąc wyłączając komentarze z google+ straciliśmy wszystkie poprzednie komentarze. No nic za ślepotę i błędy się płaci.
Za wszystkie problemy przepraszamy i pozdrawiamy.
Co robimy gdy nas tu nie ma? Oczywiście korzystamy z iście wiosennej pogody. Temperatura w okolicach 10 stopni zobowiązuje do codziennych spacerów. Więc w okolicach godziny 13 gdy słoneczko przyjemnie grzeje można nas spotkać w parku. Obowiązkowe przyglądanie się kaczkom ;). Lena oczywiście po drodze z wszystkimi się wita, uśmiecha, zagaduje, a szczególnie inne dzieci ;)








Poza tym wychodzi kolejny ząbek u góry, zaczyna stawiać swoje pierwsze samodzielne kroczki, zaraz potem wpadając w ramiona rodziców i zaczyna poszerzać swój słownik ;) mama, tata, baba i dzidzia to standard ;)

Kto nas obserwuje na fb wie, że jutro jedziemy w Polskę, a dokładniej na:
Obiecujemy zdać obszerną relację ;)

Pozdrawiamy


środa, 26 lutego 2014

Miejsce: Poczta główna
Godzina: okolice 17

Godziny szczytu, poczta pełna ludzi i nagle wchodzi matka z dzieckiem i nastaje konsternacja. Nikt nic nie widzi. Wszyscy udają. No bo przecież jak zamknę oczy lub nie będę patrzeć to problem sam zniknie prawda? Znajome?

Wczoraj tą matką z dzieckiem byłam ja. Poczta pełna ludzi bo to przecież taka pora gdzie wszyscy wracają z pracy. Weszłam i co? I nic. Ludzie odwrócili się plecami żeby przypadkiem nie musieć mnie przepuścić.
Lena zaczyna się niepokojąco wiercić w wózku. Pani otwiera dodatkowe okienko, ale żeby nie było tak pięknie zapraszam Panią stojącą obok mnie. Przewijają się ludzie. Żeby tego było mało przy samym okienku próbuje się przede mnie wepchnąć jakiś mężczyzna. Bo co? Bo ja młoda nie będę się kłócić o swoją kolej? Nic bardziej mylnego.

Na innych pocztach w naszym mieście są naklejki, że kobiety z dziećmi do lat 3 i z widoczną ciążą przyjmowane są poza kolejnością. Dlaczego na tej nie panują takie same zasady? Nie mam pojęcia. Co nie zmienia faktu, że w naszym społeczeństwie panuje znieczulica. Bo przecież matka z dzieckiem ma czas do południa zasuwać na pocztę, a nie zajmować kolejkę ludziom zapracowanym i zajętym.
Więc drogi czytelniku jeśli za tobą stoi matka z dzieckiem i udajesz, że jej nie widzisz, nie licz na to, że to samo dziecko przepuści Cię z kolejce gdy ty będziesz zmęczony i schorowany stał na końcu kolejki. Taka kolej rzeczy. Jaki dajesz przykład takie zbierasz potem żniwo.


Pozdrawiam

poniedziałek, 24 lutego 2014

Kolejny poniedziałek. Chciałoby się rzec, że mnie te niemiłe poniedziałki nie dotyczą, przecież siedzę w domu i ostatnio dni mi się mieszają. Dziś jednak jest wyjątkowo zły poniedziałek. Lena marudna, płacząca z gilem po pas. I gdyby jeszcze była na tyle duża i kumata żeby nosek wydmuchać to spoko by było, ale żadne środki nie pomagają. Kropelki, psikadła itd nie wiele pomagają gdy co chwila przypomina jej się coś co płacz wywołuje i z powrotem smarki lecą. Marudna strasznie, przy nodze ciągle siedzi. Co mi robi różnicę czy to poniedziałek czy niedziela? To, że w niedziele był mąż i trochę pacyfikował jej ciągłe płacze, a dziś jestem sama na placu boju. Nerwy nadszarpnęła już o 8:30, a gdzie tam do 15. Śniadanie nie pasuje już 4 dzień z rzędu, zresztą obiady też odpadają. I ja już nie wiem czy to nadal ten katar czy to już zęby i nie wiem na co pomagać, co stosować. Weź się człowieku domyśl. Dlaczego taki bąbel chociaż nie pokaże gdzie boli, co boli. Ja już nie wymagam żeby mi objawy wyrecytowała, ale niech chociaż wskaże paluszkiem źródło bólu i płaczu to pomogę.
Liczę, że niedługo płaczek spacyfikuje i pójdzie na drzemkę, wtedy moje zszargane nerwy trochę ochłoną i znów będę miała siłę udawać samolot/samochód/huśtawkę/zjeżdżalnię i wszystkie inne sprzęty, które chociaż trochę pomagają pannę rozbawić.
Więc trzymajcie za mnie kciuki żebym dziś pomocy psychiatry nie potrzebowała.
Żeby tego było mało matce się dziś aukcje kończą więc parę rzeczy pasowałoby porobić. Plan był iść z wózeczkiem ładnie na pocztę, a tak uziemione na tyłku, na szybko popołudniu ja lub S będziemy na pocztę zasuwać, bo przecież z usmarkańcem nie wyjdziemy.  A teraz módlmy się żeby katar do weekendu odpuścił i Lena na spotkanie blogowe w płocku zawitała. Trzymać kciuki.

Ja chora? No przecież nie widać.


Pozdrawiamy

piątek, 21 lutego 2014

Temat słodyczy u małego dziecka to temat rzeka wiem, ale nie zamierzam go pominąć tylko dlatego, że ktoś już o tym pewnie pisał.
Wychodzę z założenia, że im później moje dziecko pozna takie cuda jak cukierki, chipsy itd tym dla niej lepiej. Oczywiście nie uważam się za idealną i Lena je biszkopty czy chrupki kukurydziane, ale zdecydowanie wolę żeby jadła w zamian owoce. Sama słodzę bardzo dużo i w jej przypadku chciałabym tego uniknąć bo wiem, że później ciężko z tym skończyć. My już jakiś czas temu porzuciliśmy słodzone napoje (owszem od czasu do czasu przewija się u nas jakaś pepsi przez mieszkanie) na wodę lekko gazowaną. Grzechem w temacie Leny są kaszki, tak wiem, że na drugim miejscu jest cukier, ale nie chcę popadać ze skrajności w skrajność i tyle jej wolno.
Pilnuje tego żeby nie dosładzać jej posiłków, żeby jadła w miarę neutraulne rzeczy i przede wszystkich unikać zapychaczy. Czekoladzie również mówię nie.
W tym temacie również muszę wyrazić swoją frustrację, że jeśli komuś mówię, że Lena nie je tego czy tamtego to nie dlatego, że nie lubi tylko dlatego, że to wbrew moim przekonaniom więc wciskanie mojemu dziecku czegoś wbrew mnie i mówienie mi 'no patrz przecież zjadła, głupoty gadasz' któregoś pięknego dnia doprowadzi mnie do takiego wrzenia, że wygarnę wszystko co myślę. Ja niczego cudzym dzieciom nie wmuszam i liczę na to samo ze strony innych. Ja wiem, że zdaniem wszystkich cioć, babć itd po jednym ciasteczku nic się nie stanie itd, owszem stanie się, mój autorytet zostanie podburzony, a Lena wypróżnić się dwa dni nie może właśnie po takim jednym małym ciasteczku, w którym jest sam cukier.
Zapowiadam, że będę pilnować żeby moje dziecko jak najpóźniej poznało takie zapychacze, fast foody itd, a jeśli już do tego dojdzie, żeby nie były codziennością, a odstępstwem od reguły.

W tym miejscu pozdrawiam wszystkich 'dokarmiaczy'.






Lizak od Ma & Zu ukradziony tacie z kieszeni, konsumowany oczywiście przez papierek ;)

Pozdrawiamy
 
© 2012. Design by Main-Blogger - Blogger Template and Blogging Stuff