środa, 23 lipca 2014

Czytanie dzieciom jest bardzo ważne, wpływa na ich odpowiedni rozwój intelektualny. Ponoć dzieci, którym czytamy mają bardziej rozwiniętą wyobraźnię.
Wasze dzieci niecierpliwią się przy długich historiach z małą ilością obrazków? Jest alternatywa - TukoTuko. To serwis tworzony z myślą o dzieciach. Znajdziecie tam mnóstwo krótkich historyjek z dużą ilością kolorowych obrazków. Zapewniam, że dziecko nie zdąży się znudzić i na pewno chętnie usiądzie z wami by poznać historie kolejnych bohaterów.




Ja sama osobiście uwielbiam czytać i w stronie jestem zakochana. Mam nadzieję, że Lena kiedyś podzieli tą miłość. Obecnie niestety nie przejawia zainteresowania książeczkami w celu innym niż podarcie lub pogryzienie, więc nasza kolekcja czeka schowana na lepsze czasy. Obrazki na stronie zatrzymują ją choć na chwilę w ciągu dnia, kilka uśmiechów do przyjaznych misiów i leci dalej się bawić. Może kiedyś usiedzi dłużej niż dwie sekundy bym mogła przeczytać jej historyjkę.
Mam nadzieję, że waszym maluszkom się spodoba i będziecie chętnie tam wracać.




Pozdrawiam

piątek, 18 lipca 2014

Jakiś czas temu pisałam, że Lena nie jest fanką kąpieli innych niż domowy brodzik. W końcu doszliśmy do wniosku, że czas ją z wodą oswajać. Wybraliśmy się w tym tygodniu na basen do Solparku w Kleszczowie, który polecamy dla takich maluchów. Brodzik, zabawki, odpowiednia temperatura wody itd. Lena przyzwyczaja się jakieś 20 minut, ale się w końcu przemogła i spacerowała sobie po brodziku, a później przeniosła się z rodzicami na troszkę głębszą wodę. Znaczenie może miała obecność Antosia, która pozwoliła jej zrozumieć, że nic złego się nie dzieje. W grupie ponoć raźniej.
Dziś idąc za ciosem wybraliśmy się ponownie na patyki. Niestety nie trwało to długo, wygoniła nas burza, ale przez czas naszego pobytu Lena sama chętnie ciągnęła tatusia do wody. Postęp ogromny i mam nadzieję, że już jej tak zostanie.









Kolor wody bardzo mocno przekłamał nasz aparat niestety.
Za towarzystwo bardzo dziękujemy Madzi z http://pazurkoweprzygody.blogspot.com/ z jej rozkoszną córeczką Hanią ;)

Pozdrawiamy

środa, 16 lipca 2014

Przyszedł czas, że Lena zrobiła się po prostu za ciężka i razem ze swoim Tutkiem Tambero ważyła już ponad 20 kg, a dla mnie to stanowczo za dużo żeby wciągać ją po schodach. Niestety w naszym bloku nie ma żadnego ułatwienia dla mam i trzeba wózek wciągnąć na parter, wyżej na szczęście jest winda.
Naszego Tutka kochaliśmy wszyscy i raczej żadne z nas zdania na jego temat nie zmieni, ale niestety nadszedł czas rozstania. W poniedziałek pojechał w świat, a my zostaliśmy z problemem znalezienia odpowiadającej nam spacerówki. Myślałam, że będzie łatwo i się bardzo pomyliłam.
Bo przecież zakup spacerówki, lekkiej, z jakimś w miarę względnym koszem, rozkładanym do spania siedziskiem i jeszcze żeby jakoś wyglądał to wymagania z kosmosu nie? Nie podobają nam się spacerówki z tymi podwójnymi kółkami, po prostu nie i już. Mamy taką parasolkę w samochodzie i te kółeczka doprowadzają mnie do szału. Zależało mi też na pojedynczej rączce, jakoś tak mi po prostu wygodniej.
Rozważaliśmy kilka opcji, pierwszą miłością był baby design enjoy, później pod uwagę braliśmy espiro, ostatecznością był już quinny zapp xtra. Ostatecznie znalazłam coś tańszego spełniającego moje oczekiwania: 4baby Rapid. Czekam teraz aż mi go sprowadzą do sklepu i będziemy testować, a wtedy na pewno wam napiszę czy się opłacało ;)

4baby.pl

Czym wożą się wasze maluchy? ;)

Pozdrawiam

poniedziałek, 14 lipca 2014

Są takie dni, które utwierdzają mnie w tym, że jesteśmy szczęściarzami. Lena jest zdrowym, szczęśliwym maluchem. Mamy gdzie mieszkać i żyjemy na jakimś względnym poziomie ;) Mamy przyjaciół i znajomych, w razie potrzeby zawsze możemy zadzwonić. Nasze dziecko ma grono kolegów i koleżanek ( więcej kolegów ), z którymi spotyka się od czasu do czasu i liczę na to, że będą ze sobą dorastać. Liczę na to, że kiedyś połączy ich jakaś więź, może przyjaźń? ;)
Możemy pozwolić sobie na to by wyjść na spacer, rozłożyć w parku koc i podziwiać jak maluchy się bawią. Jaką frajdę sprawia im strącanie listków z krzaków. Jak przepychają się między sobą lub walczą o zabawkę.
Człowiek siedzi i myśli "chwilo trwaj".






















Zdjęcia autorstwa Joanny, z którą znam się z czasów dzieciństwa. Jak widać znajomości dzieciaków z osiedla mają szanse przetrwać nawet lata. Ten przesłodki blondasek na zdjęciach to jej synek Antoś.
Za cudowny wieczór w parku bardzo dziękujemy i liczymy na częstsze spotkania ;)

Pozdrawiamy

niedziela, 13 lipca 2014

Tego wpisu miało nie być. Bo po co mi to. Bo przecież nie do tego dążę. Nie zależy mi na rosnących słupkach popularności, po prostu to dla mnie bez sensu. Nawet jeśli kiedyś mi to przez myśl przeszło to tfu tfu odwołuje. Pisałam zawsze i piszę bo lubię. Bo chce mieć miejsce gdzie dam upust swoim emocjom, gdzie pokażę wam moją piękna córkę ( tak jest piękna i to nie tylko dla mnie, sądzicie inaczej? szczerze nie bardzo mnie to interesuje ). Do czego zmierzam tym wpisem? Do tego, że jak wiecie organizuję spotkanie mam blogerek w praktycznie samym centrum naszego pięknego kraju. Po co się za to wzięłam? Bo blogerki to na prawdę fajne babki, wiem bo w Płocku takie poznałam. Nie brałam się za organizację dla gwiazdorzenia, chciałam po prostu znów móc spotkać fajnych ludzi. Nie ukrywajmy, że tak bez organizacji to żadna nie rzuci swojego codziennego życia i nie pojedzie 300 czy więcej km po to by się napić kawki. Staram się jak mogę, sponsorów organizuję, miejsce znalazłam fajne i co? I dupa. Chętnych nie wiele. O wiele spraw piszę, dosłownie proszę. Są blogerki, które moją prace szanują, które podają mi niezbędne dla sponsorów informacje w chwili gdy o nie proszę. Niestety są osoby, które zgłaszają chęć udziału i słuch dalej po nich ginie, a miliony wysłanych wiadomości po prostu nie docierają. Może jestem za miękka, ale daje szanse i przedłużam daty, ale moja cierpliwość też ma granice.
Nie pojmuje jednego fenomenu, na inne spotkania lista zgłoszeń zapełnia się pierwszego dnia, a lista rezerwowych ma 50 pozycji. U nas takiej sytuacji nie ma. Na chwilę obecną najprawdopodobniej będzie brakowało jednej osoby. Lista rezerwowych się skończyła, a ja wciąż się łudzę, że będzie dobrze. Nie ukrywam, że po prostu jest mi przykro, że moją praca idzie na marne, bo jestem po prostu pionkiem w blogosferze, który nie ma siły przebicia. 

W tym miejscu chciałabym zaproponować, że jeśli jest osoba chętna na spotkanie w Bełchatowie 2 sierpnia to proszę pisać na spotkanieblogerek@onet.pl

Pozdrawiam

piątek, 11 lipca 2014

Są różne typy dzieci. Zaczynając od tych, dla których jedzenie jest karą po te, którym się buzia nie zamyka.
U nas sprawa jest prosta - Lena je dużo, lubi przegryzki typu paluszki czy jakiś owoc. Na razie nie wybrzydza, zjada wszystko ładnie.
Jednak wcale nie przyszło nam to tak łatwo. Pierwsze łyżeczki lądowały na śliniaku, a słoiczki w koszu. Bardzo długo przekonywałam ją do zjedzenia czegokolwiek. Gdy nadszedł czas furorę zrobił suchy chleb, to była ulubiona kolacja. Bezzębny malec bez problemu jest w stanie go sobie rozmoczyć by zjeść. Tak samo jest w przypadku chrupek kukurydzianych, które przez jakiś czas jadła chętnie, teraz już nie robią takiej furory.
Najważniejsze w naszym domu stały się pory posiłków i to, że jemy wszyscy razem. Gdy Lena prześpi obiad, swoją porcję zjada niechętnie. Mimo to staram się jej jedzenia nie wmuszać. Jeśli zgłodnieje to na swój sposób potrafi nas już o tym poinformować.
Przyszedł w naszym domu czas na to, że Lena zainteresowała się naszym talerzem, wtedy postanowiłam zmienić naszą kuchnię tak by spokojnie mogła zjadać nasze posiłki. Domowa zupka po prostu nie przyprawiona nie zrobi dziecku krzywdy. Jeśli ktoś z domowników nie lubi takiej - nic trudnego doprawić sobie bez pośrednio na talerzu. Na chwilę obecną słoiki w naszym domu już nie mają prawa bytu z prostej przyczyny - już jej nie smakują. Nie chce, nie wmuszam. Gdy jemy coś czego ona nie może kombinuję na szybko np. jajecznicę.
Uwielbia owoce i zajada się nimi ze smakiem. Nie trzymam i nie trzymałam się od początku rygorystycznie schematu żywienia niemowląt. Wszystko z umiarem, ale nie popadajmy w paranoję.
Wszystkie posiłki, które da się zjeść rączkami lądują u Leny na blacie krzesełka i radzi sobie sama. Nie mam problemu z tym, że się ubrudzi, wymaże, czy zrzuci na podłogę - posprząta się/wypierze/wykąpie.

Odnoszę wrażenie, że w dużej mierze problem z jedzeniem dzieci tkwi w rodzicach. Jedzenie nie jest przyjemnością, a przykrym obowiązkiem nakarmienia dziecka o byle jakiej porze. Zbyt długie podawanie papek, strach przed zakrztuszeniem, to wszystko powoduje, że dziecko nie radzi sobie z kawałkiem chlebka, a roczny maluch je miksowane papki.
Nie bójmy się podawać naszym dzieciom różnych tekstur i gęstości. Zaufajmy im. Bezzębne maluchy są na prawdę zdolne bardzo dużo 'przemielić'. Nie róbmy paniki przy pierwszym zachłyśnięciu, metodą prób i błędów dziecko nauczy się jeść.

Pamiętajmy o tym, że jedzenie dzieciom powinno kojarzyć się z przyjemnością i wspólną rodzinną czynnością, a nie przykrym obowiązkiem z mamą wpychającą łyżeczkę na siłę do buzi.

Pozdrawiam

środa, 9 lipca 2014

Kombinezon, rampers czy opalacz, ile nazw tyle opcji. Dla mnie to najwygodniejsza opcja dla dziecka na lato. Obecnie w szafie mamy kilka opcji, od tych lekkich jak mgiełka po te ciut grubsze. Nie krępuje ruchów, wygodne do ubrania i rozebrania, większość ma rozpięcie w kroczu by móc szybko zmienić pampersa ( osobiście mamy jedne bez ale to również nie duży problem, strój na ramiączkach łatwo ściągnąć ). Znika problem doboru bluzeczek, spodenek, sukieneczek, mamy zarazem całkowity jeden wygodny strój. Dla mnie bomba.
Zdjęcia do dzisiejszego wpisu powstały w pięknym ogrodzie dworu w Słupi, opodal Bełchatowa. Kto był tam kilka lat wstecz będzie nie dowierzał tak jak ja co ludzie potrafią zrobić z ruiny. Żałuję, że nie miałam ze sobą lepszego sprzętu prócz mojego kompaktu, ale obiecuję, że gdy wreszcie kupię lepszy to tam wrócimy. Komary atakowały nas strasznie i zbierało się na burze więc zdjęcia na szybko. Za zgodę na fotografowanie bardzo dziękujemy właścicielowi obiektu.
Osoby zainteresowane miejscem zapraszam TU lub TU.













 Kombinezon - Baby club
Sandały - Sunway
Opaska - Studio Metka

Szczerze wam powiem, że zakochałam się w tych wnętrzach i cudownym ogrodzie, w którym jest letnia sala, oraz miejsce na grilla. Mam nadzieję, że kiedyś wrócimy tam zjeść i sprawdzić czy warto. Gdybym nie była po ślubie to właśnie w ich ogrodach chciałabym mieć przyjęcie więc przyszłym parom młodym w 100% polecamy to miejsce na klimatyczne przyjęcie w ogrodzie przy rzeczce.

Pozdrawiamy
 
© 2012. Design by Main-Blogger - Blogger Template and Blogging Stuff