poniedziałek, 14 kwietnia 2014





Kolejne prezenty przywiezione z Płocka. Więc chcę wam napisać o nich parę słów.

Na pierwszy ogień poszedł balsam do prania. Ale z nóg mnie nie zwalił. Lubię gdy Leny ubranka ładnie pachną, a on jest właściwie bezzapachowy. Idealny do wyprania pierwszych ubranek dla maluszka, niestety z brudem raczkującego malucha sobie nie poradził. Nie mówię tutaj o tym, że miał mi sprać marchewkę, ale mógł doprać lepiej.
Mimo wszystko jest delikatny, nie uczula i dla osób, które szukają produktu nie pachnącego zbyt intensywnie, będzie idealny.

Szamponu nie użyliśmy i pewnie tak już zostanie. Póki Lena ma krótkie włosy idziemy na wygodę i stosujemy środki 3w1, które bez problemu nadają się do umycia całego ciałka ;)

Mydło w płynie przetestowałam na początku na sobie i odkryłam duży minus z mojego punktu widzenia - bardzo intensywny zapach truskawki. Przy mojej skłonności do alergii bałam się, że źle się to skończy, ale na szczęście obyło się bez wysypki. W przypadku Lenki używamy go do zrobienia jej piany ;) i również nie zaobserwowałam żadnej alergii, ale co do mycia jej ciałka nadal jestem wierna migdałowej mixie, o której pisałam tutaj.

A wy używacie?


Pozdrawiam

piątek, 11 kwietnia 2014

Jeszcze zanim zaszłam w ciąże z Leną wiedziałam, że S. będzie cudownym ojcem. Przy każdej nie udanej próbie bardzo mnie wspierał. Do końca życia będę pamiętać jego radość z 2 kresek na teście. Całą ciążę był dla mnie wielki wsparciem, szczególnie gdy zostałam zmuszona do leżenia w domu plackiem i nie gotowałam mu nawet obiadów. Wracał z pracy i zajmował się mną zamiast na odwrót. To on poprasował jako pierwszy wszystkie Leny ubranka i to on przygotował łóżeczko na jej powrót do domu. Był przy mnie w szpitalu i przede wszystkim był przy mnie przy porodzie. Nie wyobrażam sobie tego, że mogłoby go tam nie być. Czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że gdyby coś było nie tak to by zareagował, stanął by na głowie byle by z nami było wszystko ok. Poród nas jeszcze bardziej zbliżył, totalnie wyczerpana po ponad 20 godzinach skurczy z krzyża chwilami dosłownie odlatywałam i gadałam totalne głupoty. Przytrzymywał mnie na piłce, okrywał kocem i przypominał o oddychaniu za co go w tamtym momencie nienawidziłam bo przecież co on mógł wiedzieć. Mimo wszystko jestem mu ogromnie wdzięczna, że był przy mnie i pomógł mi przez to przejść, że przeciął pępowinę i nie odstępował naszej córki po porodzie na krok.
To on przewinął ją jako pierwszy, to on przebierał, był z nią gdy ja jeszcze musiałam zostać na porodówce.
Był z nami co dzień od samego rana kłócąc się z personelem szpitala. Po powrocie do domu nadal opiekował się małą w 100%, karmił, przewijał, usypiał, przebierał, kąpał. Dla nas to było zupełnie naturalne, zaś wszyscy w koło się dziwili, że się nie boi, że się tak zaangażował.
Przecież to tak samo jego dziecko jak moje. W Polsce przyjęło się, że opieka nad dzieckiem spada na matkę, a ojciec ma zarabiać na dom i nic więcej.
Nie wyobrażam sobie żeby nie robił nic przy Lenie szczególnie, że w pierwszych tygodniach nie byłam w najlepszej formie i bałam się brać małą na ręce żeby jej nie upuścić.
Do tej pory się nic nie zmieniło. Owszem Lena potrzebuje znacznie mniej uwagi, ale wieczorny rytuał to nadal czas dla taty z córką. To on kąpie, suszy, kremuje, ubiera i daje mleko do snu. To tatuś wstaje do Lenki w nocy. Zdarzyło się na prawdę zaledwie kilka razy żebym to ja musiała wstać, a noce bywały różne, i te przespane i te z 10 pobudkami.
W punktu widzenia innych powinnam go wychwalać i owszem jestem wdzięczna i cieszę się, że jest jak jest, ale nie rozumiem dlaczego miałby tego nie robić. Nie rozumiem tego, że inni ojcowie nie zajmują się dziećmi. Owszem są sytuacje, że ojciec pracuje za granicą lub całymi dniami, ale moim zdaniem więź między ojcem, a dzieckiem jest bardzo ważna.
Cieszę się, że Lena może liczyć, że tata popołudniem poświęci jej czas na zabawę, a w weekend gdy jestem w szkole przejmuje opiekę nad nią w 100% i mam nadzieję, że ta ich więź będzie trwać.









A jak u was wygląda podział obowiązków? ;)

Pozdrawiamy

środa, 9 kwietnia 2014

Od dłuższego czasu miałam zamiar zrobić własnoręcznie pompony, które robią furorę u innych blogerek. Trochę mi zeszło zanim się do tego zabrałam, ale wreszcie są. Z dużą pomocą mojego męża ;) marzy mi się jeszcze większy czerwony.










Ostatnio również Leny pokój przeszedł zmiany, jak wyglądał wcześniej możecie zobaczyć TU, ale wraz z przybywającą ilością zabawek chciałam żeby zrobiło się więcej miejsca tylko dla niej więc teraz pokój wygląda tak:

 Na tej ścianie planuję umieścić napis Lena tylko nie mogę się zebrać do uszycia, ale na dniach powinien powstać ;)


 Wśród misiów ledwo widoczne dwie książeczki

Jak wam się podoba zmiana i nasze pompony?

Pozdrawiamy

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

 Twoje dziecko spędza dużo czasu w pozycji siedzącej? Ma bardzo nienaturalną pozycję na krześle?
Sama pamiętam, że za dzieciaka siedziałam zazwyczaj z nogą pod pupą i teraz mam tego efekty. Mój kręgosłup jest mi za to niezmiernie 'wdzięczny' w niezbyt pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Na przeciw tym problemom wyszła firma Entelo, która proponuje zdrowe krzesła, które wymuszają u dziecka prawidłową postawę.
O krześle mieliśmy wykład w Płocku i na własne oczy miałam się przekonać, że dziecko, które usiądzie nie prawidłowo to z niego po prostu się zsunie.
Oczywiście ten cudowny sprzęt przyjechał z nami do domu. Niestety Lenka jest na nie jeszcze za mała, ponieważ krzesło w rozmiarze pierwszym jest od 93 do 116 cm. Ale bez obaw na pewno dorośnie ;) Na razie krzesło robi za pchacza i drabinkę do wspinaczki.
Firma oferuję aż 6 rozmiarów krzeseł oraz 2 rodzaje stolików i 2 rodzaje biurek.
Jeśli mamy możliwość choć odrobinę zmniejszyć wady postawy u dzieci i wyrobić u nich zdrowe nawyki to dlaczego by nie spróbować?
Z naszego wykładu najbardziej zapamiętałam fakt, że kiedyś w przedszkolach ciężko było znaleźć dziecko z wadą postawy, dziś to ciężko znaleźć zdrowe dziecko. Jest to niezaprzeczalnie znak  'naszych czasów' i twierdzę, że zmierza to w złym kierunku. Dzieci bardzo mało się ruszają, znaczną część dnia spędzają przed komputerem lub telewizorem, lub w pozycji siedzącej w szkole.

Z punktu widzenia zdrowotnego nie widzę żadnych minusów tego krzesła, bo jeśli mogę od samego początku budować zdrowe odruchy u mojego dziecka to jak dla mnie na plus i liczę na to, że jej kręgosłup będzie w znacznie lepszej kondycji za parę lat niż mój. Basen jeszcze przed nami, ale planowo się wybieramy ;)
Jedynym minusem tego krzesła z mojego punktu widzenia jest jego wygląd, w rozmiarze pierwszym to rażący pomarańcz, plastik, szare nóżki (mogą być jeszcze w wersji z pomarańczowymi). Mamy, które mają wizję pięknego dziecięcego pokoiku na pewno nie będą zachwycone jego wyglądem, ale coś za coś.








Pozdrawiamy


piątek, 4 kwietnia 2014

Ostatnio u nas dość często przewijał się temat przewożenia dziecka w samochodzie bez fotelika samochodowego. No bo po co na te parę km przepinać fotelik jak dziecko można na kolanach przewieźć, nie prawda? Jesteśmy z pokolenia gdzie wszyscy jeździliśmy nie zapięci w pasy na tylnej kanapie i żyjemy nie?
Ja jestem temu kategorycznie przeciwna. Może osoby z mojego otoczenia uznały mnie ostatnio za wariatkę, że robię taki szum, ale jedyna sytuacja kiedy wsadzę dziecko do auta bez fotelika to sytuacja ratująca mu życie, czyt. szybki dojazd na pogotowie ratunkowe.
Nie rozumiem rodziców tłumaczących się jak powyżej napisałam. Nie chcę już nawet wspominać co się dzieje z dzieckiem, które jedzie samochodem i nagle jest wypadek przy nie wielkiej prędkości ( przy dużej każdy chyba potrafi sobie to wyobrazić). Dziecko w takim momencie jest jak pocisk. Ja rozumiem, że taka mamusia przytrzyma dziecko grzecznie na kolankach i w razie wypadku na bank dziecko utrzyma. Kompletna bzdura. Ludzie odrobinę wyobraźni. Nawet jeśli ufam kierowcy, który obecnie przewozi moje dziecko to nie ufam innym uczestnikom drogi. Nigdy nie ma się pewności, że za 100 metrów nie walnie w was pijany kierowca. Wiem, że są przypadki gdy fotelik nie jest w stanie uchronić dziecka, ale jeśli możemy zredukować to ryzyko do minimum to dlaczego nie?
Dziwię się, że w ogóle są ludzie którym muszę ten fakt tłumaczyć. Dla mnie takie przewożenie dziecka to narażenie go na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Lena zawsze jeździ w foteliku samochodowym z mocno dociągniętymi pasami w odpowiedniej pozycji, z pasami na odpowiedniej wysokości i wiele razy zdarza mi się to kilkakrotnie sprawdzać. Może jestem przewrażliwiona, ale dla mnie jej bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Argument, że my tak jeździliśmy jest chyba najsłabszy - owszem dzięki Bogu, że żyjemy, ale to były inne czasy, inne samochody, inne prędkości i inne natężenie ruchu na drogach.

Dlatego apeluję o rozwagę i nie kuszenie 'losu' tu chodzi o życie dzieci.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Zostałam nominowana przez Agnieszkę.
Co czyni mnie mamą na 6?

1. Podgrzewacz do butelek i pokarmów z funkcją sterylizacji.
Cały czas stoi w nim butelka z wodą, wystarczy wsypać mleka i gotowe, a ja nie martwię się, że jest za ciepłe lub za zimne.









2. Chusta Pentelka
Pozwoliła nam na rodzinny wypad na grzyby, a ja żeby skoczyć na szybkie zakupy nie muszę taszczyć wózka ;)




3. Podkłady pod prześcieradełko
Niejednokrotnie uratowały nasz materacyk. Lenie zdarza się wylać mleko lub ulać, więc podkład był u nas obowiązkowy.




4. Sól morska do noska
Idealna w walce z katarem.










5. Zabezpieczenia do kontaktów firmy Canpol.
Lena to mały pirotechnik, wszędzie pakuje paluchy :D
 
6.Niania elektroniczna Baby ono
Obecnie już jej praktycznie nie używamy, ale na początku to ona pozwalała nam spać w miarę spokojnie gdy Lena spała za ścianą. Niania załącza się bardzo szybko więc mieliśmy czas na reakcję w razie gdyby coś się działo.
 


Używaliście coś z naszej listy? 
Nominuję
1. Zapisane chwile
2. Anielove


Pozdrawiamy



środa, 2 kwietnia 2014

Zleciało nie wiadomo kiedy. Jeszcze nie tak dawno przywieźliśmy ja ze szpitala do domu i była taka bezbronna, a już za 2 miesiące kończy roczek. Rozgadała nam się na całego. Cały dzień w domu słychać tylko 'tata'. Owszem jest straszną rozrabiarą, ale już bez problemów reaguje na 'nie wolno', czasem kończy się to udawanym płaczem.
Jest coraz bardziej mobilna choć nadal nie zaczęła chodzić samodzielnie. Wspina się po wszystkim po czym się da, a najchętniej po nas, co często kończy się upadkami i guzami. Ale nie ma takiego dziecka, które w dzieciństwie by się nie poobijało.
Je większość rzeczy, tuńczyk jej nie podchodzi. Pije głównie wodę i mleko.
Nie będę się rozpisywać. Zostawiam was ze zdjęciami mojej 10 miesięcznej gwiazdy.




sweterek - little bird
body - f&f
sukienka - reserved
rajstopki - h&m
buciki - f&f
chustka - no name

Pozdrawiamy
 
© 2012. Design by Main-Blogger - Blogger Template and Blogging Stuff